Wygoda w życiu to nie jest szczęście.

Wstań z  kanapy i włóż buty na długi dystans. Wyboista droga przynosi szczęście.

„Nie przyszliśmy na świat aby wegetować, aby wygodnie spędzić życie, aby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi.[…].Przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad, trwały ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo i to bardzo wysoka: tracimy wolność.”- to tylko niektóre ze słów jakie wypowiedział papież Franciszek w podkrakowskich Brzegach, podczas czuwania z okazji Światowych Dni Młodzieży.

Wobec wyzwania jakie rzucił papież nie da się pozostać obojętnym. Dokopuje się ono do każdego zakamarka duszy i każe zastanowić się nad życiem. Nad tym dokąd ono nas prowadzi. Myślę, że słowa Franciszka mogą wywierać wrażenie nie tylko na wierzących osobach. Bo stoją one w sprzeczności z naszymi współczesnymi dążeniami. My chcemy przecież ustawić sobie życie jak najlepiej, jak najwygodniej. To synonim szczęścia. Pragniemy mieć święty spokój i jak najmniej zmartwień. Zresztą i nie ma czemu się dziwić bo mniej kłopotów oznacza mniej nerwów.

Konsumpcjonizm

Dążymy do tego aby ułożyć się na tej wygodnej kanapie. Kupić sobie duże mieszkanie, duży dom i zasiąść wygodnie naprzeciwko wielkiej plazmy. Gromadzimy jak najwięcej dóbr, sprzętów AGD i RTV aby maksymalnie uprościć sobie życie. Konsumujemy. Lokujemy się na zamkniętych osiedlach bo możemy się odciąć się od wszelkich niebezpieczeństw tego świata.

Albo wręcz przeciwnie. Wyznając teraz modny minimalizm wiele osób za wszelką cenę ogranicza swoje wydatki, oszczędza jak najwięcej pieniędzy zapewniając sobie   poduszkę finansową. Co samo w sobie nie jest dziwne i złe. Potrzeba bezpieczeństwa jest dla człowieka jedną z podstawowych.

Minimalizm

Im bardziej analizuję ten skrajny konsumpcjonizm i położony na drugim biegunie minimalizm to dochodzę do wniosku, że trzeba gdzieś zachować umiar i znaleźć złoty środek. Czyli nie leżeć na wygodnej kanapie i nie kupować sobie co roku nowych smartfonów i plazm do salonu. Bo to nie przynosi nam na dłuższą metę szczęścia. Chwilowo zaspokaja nasze zachcianki by za moment znów wygenerować nowe potrzeby zakupowe. Z drugiej zaś strony nadmiernym skąpstwem wydaje mi się oszczędzanie na każdym kroku i odmawianie sobie kawy na mieście albo kupienia pary nowych butów na sezon jeśli bardzo nam się spodobają.

Ta metaforyczna kanapa zaś, o której tyle mówił Franciszek, wydaje mi się, że odnosi się do naszej postawy. Jeśli zarabiamy sporo pieniędzy i mamy nadwyżkę to może warto jest przeznaczyć jej nawet niewielką cząstkę na jakiś cel charytatywny. Ks. Stryczek od Szlachetnej Paczki nie raz powtarza, że walczy o to aby Polska nie była krajem dorobkiewiczów. Tzn. ziemią zaludnioną przez osoby, które jak już zaczną tylko lepiej zarabiać zamkną się na strzeżonych osiedlach, kupią ogromne suv-y i podniosą głowy ponad innych, mniej zamożnych. Papieżowi chyba chodziło o to aby niekoniecznie rozdać ubogim cały swój majątek, ale np. umieć wesprzeć pieniędzmi innych.

Drugie przesłanie słów papieża o tym aby nie wegetować na kanapie tylko założyć buty na długi dystans ,odczytuję w kontekście naszej aktywności zawodowej. Franciszek zachęcał młodych aby dać światu najlepszą cząstkę z samego siebie.. Aby pozostawić na ziemi jakiś swój ślad. Dla mnie to wyzwanie oznacza, że powinniśmy w życiu robić coś sensownego. Tzn. wykonywać pracę, która niesie jakieś dobro, ubogaca ten glob a jednocześnie pozwala nam się realizować. Jeśli swoje zadania wykonujemy chętnie to przynoszą one i innym dobre owoce. Co innego jak ktoś jeździ do pracy tylko dla pieniędzy. Nie dość, że pewnie wykonuje ją od niechcenia, nie ma dobrych rezultatów to jeszcze jest niewolnikiem roboty.

Ktoś powie, że papieżowi łatwo jest rzucać takie wyzwania ze swojej wygodnej pozycji. Jasne, ale ja obserwuję wielu ludzi, którzy już dawno wstali z wygodnej kanapy. I jest to jak najbardziej możliwe

Szczęście w dawaniu

Mówią bowiem, że  szczęście  to jest dawanie niż w branie. Dla mnie to stwierdzenie  potwierdza postawa życiowa kilku znanych osób. Szymon Hołownia, wzięty pisarz, postanowił pewnego dnia uruchomić fundację pomagającą sierotom w Lusace, stolicy Zambii. Mógł przecież siedzieć tylko wygodnie na kanapie i pisać książki tudzież jeździć do tvn-u na nagrania „Mam talent”. On jednak postanowił działać mimo, że rozkręcenie i koordynowanie takiej fundacji w Afryce niesie za sobą wiele problemów i niedogodności. Ilekroć jednak obserwuję go na szklanym ekranie czy czytam najnowsze książki, tylekroć mam wrażenie, że on odnalazł sens swego życia. Widać błysk w jego oku. Tę energię dają mu właśnie długodystansowe buty jakie pewnego dnia zdecydował się założyć.

Inna ważna dla mnie postać, która nie osiadła na wygodnej parafialnej kanapie a postanowiła walczyć o lepsze jutro dla innych to zmarły niedawno ks. Jan Kaczkowski. Duchowny chory na raka mózgu i ze słabnącym wzrokiem. Miał prawo powiedzieć, że wystarczy mu,iż będzie zwykłym parafialnym księdzem. Ograniczy się do głoszenia niedzielnych kazań.Przecież jest poważnie chory i ma ograniczenia. On jednak postanowił wykorzystać empatię jaką miał  dla cierpiących na raka i prowadził hospicjum w Pucku aż do śmierci.

Takie postawy dają kopniaka do działania. Podobnie zresztą jak słowa Franciszka.

  • W dawaniu i braniu musi być równowaga 🙂 Pozdrawiamy
    !

  • Piękne i wartościowe słowa. Zgadzam się, że to zatracenie w konsumpcjonizmie do niczego szczególnego człowieka nie zaprowadzi. Zgadzam się, że minimalizm i tylko oszczędzanie to dziwny sposób na życie. Podziwiam z całego serducha postacie o których wspominasz. Ta planeta była by zupełnie innym miejscem gdyby wszyscy rozumieli radość i spełnienie wynikające z dawania. Nie wielu jednak wydaje mi się takiego spełnienia doświadczy. Dlatego nie ważne ile z siebie dajemy ale jak każdego dnia damy odrobinkę miłości, zrozumienia, radości, uśmiechu, czy czegokolwiek pozytywnego, czego możemy dać to to się liczy. Ściskam, Daria xxx

  • Patrycja Czubak

    Cieszę się, że trafiłam na tak mądre słowa. Zgadzam się, że trzeba w tym wszystkim odnaleźć złoty środek. Owszem trzeba pracować i posiadać, aby mieć co później dawać. Nie zapominajmy o dzieleniu się z tymi którzy mają mniej. Pozdrawiam

    • Dziękuję. W kwestii dzielenia podoba mi się właśnie to co propaguje Szymon Hołownia. Mówi żeby zrezygnować np. z 2 kaw tygodniowo na mieście. Zostanie nam 30 zł., które na prawdę mogą pomóc potrzebującym m.in. dzieciom z sierocińca w Afryce.

      • Patrycja Czubak

        Niby takie małe pieniądze, a tak wiele robią 🙂