Wszystko jest marketingiem

Nie mów, że nie lubisz zajmować się marketingiem i nie znasz się na tym bo w dzisiejszym świecie każdym swoim ruchem i gestem promujesz swoją osobę lub robisz jej antyreklamę.

-Nie lubię marketingu i pr-u  i w ogóle tego nie rozumiem. To takie rozmyte pojęcie i nie wiadomo o co w tym chodzi – powiedział pewnego dnia  przy obiedzie mój nastawiony na konkret mąż, który jest programistą.

Albo

-Lubię robić kreatywne rzeczy, ale nie cierpię marketingu. Nie wiem jak mam się promować i dlatego nie mam klientów- to częste  marudzenie jakie słyszę od osób pracujących w branżach kreatywnych.

Instagram i Facebook to marketing

A ja udowodnię Ci, że w dzisiejszym świecie siłą rzeczy codziennie zajmujesz się  marketingiem, chociaż o tym czasem nie wiesz.

  1. Kiedy wrzucasz zdjęcie na Instagram czy piszesz  na Tweeterze, wywołujesz u kogoś śmiech lub zadumę,  tworzysz sztukę a tym samym marketing.
  2. Kiedy  piszesz posta na Facebooka i opowiadasz jakąś historię o sobie to też jest marketing. Ludzie w social mediach będą Cię odbierać przez pryzmat tej historii.
  3. Kiedy prowadzisz wykład czy preelekcję, dzielisz się błyskotliwymi spostrzeżeniami ze swoimi słuchaczami, zwracasz się do nich w swój jedyny, charakterytyczny sposób, mówisz bardziej autorytarnie lub zadajesz audytorium więcej pytać, to też robisz sobie marketing.
  4. Kiedy odbierasz telefon czy odpowiadasz na mejla też robisz sobie marketing. Jeśli masz w zwyczaju sprawnie odpisywać na wiadomości, oddzwaniać gdy widzisz nie odebrane połączenie, masz wpływ na to czy ludzie będą Cię postrzegać za profesjonalną lub spóźnialską i nieterminową osobę.
  5. Za każdy razem gdy idziesz chodnikiem, uśmiechasz się do sprzedawczyni w sklepie czy pozdrawiasz panią sprzątającą w biurze robisz sobie marketing. Masz wpływ na to czy ludzie będą Cię postrzegali za osobę o wysokiej kulturze osobistej czy za zarozumiałą i wyniosłą.
  6. To jak się ubierasz jest Twoim marketingiem. Wszak czerwony kolor sprawia, że jesteś postrzegany jako osoba energetyczna a niebieski jako godna zaufania (ja kocham niebieski i granatowy bez względu na to co on o mnie mówi).

WSZYSTKO to sprawia jak odbierają Cię inni i wpływa na to czy zechcą z Tobą pracować czy też zapukać do Twojej firmy jako klient. Tworzysz sobie w ten sposób markę. A wiadomo, że chętniej np. kupujemy coś osoby, którą lubimy. Chętniej też zatrudniamy do pracy osobę, którą lubimy.

Jeśli tak denerwuje Cię słowo marketing to wyrzuć je ze swojego słownika. Zastąp pojęciem komunikacja czy relacje z innymi.

 

  • Kasia – Mama Freelancerka

    Myślę, że to przydatny wpis 🙂 Piszesz prawdę oczywistą, o której w sumie nie zdawałam sobie sprawy – wszystko, co robimy to marketing, teraz sobie to uświadomiłam 🙂

    • Uświadamiam to mojemu mężowi, ale on się bardzo buntuje przed słówkiem „marketing”

  • Paweł Nowosielski

    Zanim jeszcze wynaleziono marketing i wypełzającą spod każdego mebla reklame, prorok pisał: „Ręka twa zadrży, oko załzawi i po trzykroć zadumasz się nim wspomnisz Administratora na blogu swym. Albowiem [on] zna wszystkie hasła”. Ciężko przewidzieć co wpisze w swoją czarną konsolę ten „nastawiony na konkret” gdy to przeczyta 🙂

  • Katarzyna

    Ha w punkt. Marketing jest wszędzie. Ciągle coś sprzedajemy, kupujemy. Pokazujemy się w określony sposób i w pewnych celach.

  • Rzeczywiście wszystko jest marketingiem! Aż strach z domu wyjść 😉 A tak serio – masz całkowitą rację. To, jak się zachowujemy na co dzień świadczy o nas, kim jesteśmy i jacy jesteśmy. Warto zadbać o całokształt, nie tylko skupiać się na grafikach na IG 😉

  • Marketing wkracza w każdy aspekt naszego życia, w końcu wszystko jest na sprzedaż. 😉

  • Ja akurat jestem marketingiem totalnie zafascynowana, ale nie spodziewałam się, że sięga on aż do tego stopnia, na dobrą sprawę całe nasze życie opiera się na tej gałęzi 😉

    • W dzisiejszym świecie tak. Bo np. wszystko co zostawisz o sobie social mediom nigdy nie znika.

  • Mnie denerwuje to, że trzeba „marketingować’ codziennie i zaciera się trochę granica między życiem a pracą. Trudno jest dać się polubić bez pokazywania fragmentów swojego życia, a nie zawsze mi to odpowiada.

    • To jest faktycznie czasem irytujące. Dziś jednak każdy kto chce coś zdziałać w internecie musi trochę się pokazać. Zwłaszcza jeśli prowadzi się malutką firmę. Co innego giganty. Np. tacy twórcy i właściciele holdingu LPP, skupiającego takie marki jak Reserved czy Mohito. Widział ktoś ich gdzieś kiedyś lub słyszał? Raczej nie bo oni unikają np. mediów jak ognia.

  • Dominika Bielawska

    Nigdy nie patrzyłam na to wszystko jako całość, dało mi to do myślenia 🙂

  • Skojarzyło mi się to z budowaniem marki osobistej. 🙂 Chcąc nie chcąc każdy jest swoją marką i to co robi może dobrze na nią wpłynąć albo źle. Dlatego czasem warto zastanowić się nim wrzucimy jakieś zdjęcie na Instagrama.

  • Budowanie swojego wizerunku w sieci, praktycznie to podstawa każdej osoby planującej sprzedaż produktów czy usług.

  • Powiem więcej: samo pojawienie się w mediach społecznościowych jest swego rodzaju marketingiem, bo sprzedajemy (o, i tu pojawia się słowo-klucz „sprzedajemy”) odbiorcom „towar wyselekcjonowany”: najlepsze zdjęcie, najświatlejsze myśli, światopogląd i „głupotki”…

    • No tak, sprzedajemy siebie. I możemy to robić mniej lub bardziej świadomie czy przedstawiać nas w lepszym czy gorszym świetle.

  • Women’s World

    Bardzo dobry tekst. Ostatnio zdecydowałam się na zakup karmy dla psa w konkretnym sklepie internetowym. Dlatego, że kontakt telefoniczny ze sprzedawcą był bardzo miłym doświadczeniem. On sam udzielił mi fachowej rady ale również był bardzo uprzejmym człowiekiem.

    • Właśnie. Ja też robię transakcje tylko w tych sklepach internetowych, które odpowiadają mi na maila. Bo inaczej, myślę sobie, że miałabym jakieś problemy np. ze zwrotem towaru.

  • To, że chętniej wybierzemy osobę, którą lubimy do współpracy to szczera prawda. I tym chętniej będziemy polecać jej usługi innym. Przekonałam się o tym na własnej skórze przy okazji robienia remontu swojego przyszłego biura 🙂 cena nie gra roli wtedy 🙂

  • Bardzo fajny wpis i faktycznie masz rację – wszystko co robimy jest jakąś formą „sprzedaży” swojej osoby – z reguły zależnie od tego, czy mamy w tym jakiś cel staramy się bardziej lub mniej. Myslę, że trzeba to wziąć na klatę, a Twojego męża poniekąd rozumiem – pracuję z programistami, oni mają trochę inny sposób patrzenia na świat niż większość ludzi 😀

  • Ja przyznaję, że wręcz polubiłam słowo „marketing”. Przestało mi się kojarzyć z nachalną sprzedażą i wciskaniem ludziom kitu, a właśnie bardziej z relacjami i budowaniem wizerunku (swojego, marki, czegokolwiek). Widzę to, że w codzienności nawet poza siecią wciąż reklamujemy pewne rzeczy (po prostu z nich korzystając) i siłą rzeczy robimy im marketing. Nie da się go zupełnie wyciąć z naszego życia.

    • Tak, jak się spojrzy na coś z tej perspektywy to nie taki marketing straszny jak go malują.

  • Kreowanie wizerunku łatwe nie jest, ale dużo można się nauczyć zajmując się właśnie szeroko pojętym marketingiem 🙂

  • Marta Pedrycz-Wielgus

    Marketing to bardzo szerokie pojęcie, dlatego tak łatwo o wpasowanie się w dziedzinę. Myślę jednak, że nie każdy posiada analityczny umysł i niektórzy robią to (czyli marketing) bezwiednie. Ciężko zatem pakować wszystkich do „jednego worka” 🙂

    • Owszem, tylko, że dziś w świecie mediów społecznościowych, częstej korespondencji przez pocztę elektroniczną nasze działania budują nasz wizerunek. Miałam do czynienia z takimi klientami, dla których sprawne nie odpowiedzenie na maila, albo chociaż potwierdzenie, że doszedł czy nie oddzwonienie powodowało, że klient traktował takiego usługodawcę za osobę nieterminową i nieodpowiedzialną. A brak klienta=brak zysku

  • Kasiu, jeśli chodzo o marketing związany z blogiem, to w sumie muszę przyznać, że nawet go lubię. Jedyny minus, to żeby był skuteczny, trzeba na działania marketingowe przeznaczyć sporo czasu. Jak zajmuję pisaniem, to leży promocja i na odwrót. Jakoś ciężko jest mi jedno z drugim pogodzić. Przydałaby mi się jakaś asystentka ;).

    • Zgadzam się z Tobą w 100 proc. Ja z całego pojęcia „blogowanie” najbardziej lubię pisać. Reszta rzeczy się jednak sama nie zrobi. Nawet je lubię tylko kwestia jest zawsze taka na co przeznaczyć czas: na tworzenie posta czy promocję. Asystentka! Oj, tak.

  • Michał13

    Oj błądzisz dziewczyno…
    Mylisz pojęcie marketing z środkami jakim się go osiąga.

    Bo prawda jest taka że ludzie to nie rośliny i cały czas coś tworzą.
    Tak więc jeśli ktoś coś opublikują na fb to może i jest to sztuka… ale nie marketing.

    Żeby to nazwać marketing to trzeba jasno powiedzieć, że owy post musiałby być napisany by coś osiągnąć. (Zaplanowany i napisany z pełną premedytacja)

    I tak sam jak uśmiechasz się do sprzedawczyni w sklepie to jest to twoja osobowość. Lecz jeśli w głowie masz podejście typu uśmiechnę się, za tydzień zagadam a za 2 miesiące to już jej coś sprzedam…

    Marketing nie jest trudny i opiera się na prostych rzeczach ale nastawiony jest na zysk…
    Proste sprawy. Powiedzenie np. dzień dobry, lekka manipulacja czy nawet udawanie zainteresowania.
    Więc nie wiem jak Ty ale jak się uśmiecham do ekspedientki w sklepie to raczej z powodu że ładnie wygląda a nie możliwego otrzymania rabatu na zakupy.

    • To jest ciekawe spojrzenie. Widzę tu bardzo analityczne podejście do tematu. Dla mnie marketing, promocja, pr jest pojęciem na tyle szerokim, że dziś pod tym kryje się wiele działań. Do sprzedawczyni w sklepie też można uśmiechać się po coś. Chociażby po to aby za każdym razem, dla tego samego uśmiechniętego klienta, pani sprzedawczyni wybierała najlepsze truskawki zamiast zgniłych. To też jest nasz zysk.

      • Michał13

        Jeśli dobrze odczytałem twoje słowa, to Ty udajesz z premedytacja uśmiech by otrzymać najlepszy towar!

        Z reguły sprzedawczyni nie poda nam zgniłych truskawek (a już na pewno celowo)
        A z twoich słów wnioskuję że jesteś egoistyczny klientem… bo jeśli nie trzeba Ci najlepszej jakości truskawek bo np i tak je blendujesz…

        Więc najlepiej powiedzieć przy zakupowanym towarze jakie ma być jego przeznaczenie.
        Słowa nie bolą… aczkolwiek uśmiech jest zawsze mile widziany, lecz połączenie go z komplementem lub/i z dobrym humorem czyni cuda.

        Osobiście jeśli chcę dostać lepszy towar to po prostu podaję powód dlaczego mi się bardziej należy niż innemu klientowi. FAIR PLAY

        A w sklepie uśmiecham się często lecz jedyny mój powód jest taki by ekspedientka miała lepszy humor… Moim jedynym zyskiem to Jej lepsze samopoczucie i nic więcej nie chcę lecz jak coś uzyskam to nie pogardzę.
        Pozdrawiam