Warszawa – serce wyrwane narodowi

Jestem właśnie świeżo po lekturze książki Piotra Zychowicza pt „Obłęd 44”. Rzecz jasna traktująca o powstaniu warszawskim. Książka bardzo mnie poruszyła i dała dużo do myślenia. Nie dlatego, że Piotr Zychowicz opisuje w niej krwawe walki w powstaniu. Takich scen jest w książce nie wiele.

Publikacja trafiła do mojego serca z raczej z tego względu, że dowodzi, iż nieporozumienia oraz kierowanie się w trakcie podejmowania decyzji emocjami a nie chłodną kalkulacją i oceną faktów prowadzi do wybierania złych rozwiązań. Czasem wręcz do tragedii. Taką tragedią było właśnie powstanie warszawskie. Zginęło w nim 200 tys. ludzi, w tym 150 tys. ludności cywilnej. A naszą piękną stolicę – zwaną przed wojną Paryżem Wschodu, Niemcy zamienili w gruzy.

Tej tragedii – jak pisze Piotr Zychowicz – można było by uniknąć gdyby dowódcy Komendy Głównej Armii Krajowej przekalkulowali na chłodno, że powstanie się nie opłaca. Nic już Polsce nie pomoże skoro w Jałcie mocarstwa – w tym nasi pseudosojusznicy Brytyjczycy – sprzedali Polskę Stalinowi.

W obliczu tego faktu posłanie nieuzbrojonej młodzieży – jaka zasilała wówczas szeregi Armii Krajowej – do walki z opancerzonymi Niemcami jawi się jako szaleństwo. Nic nam to nie dało. Część dowódców Komendy Głównej uważała, że Polacy w powstaniu będą krwawili, będą ginęli, ale szaleńczy zryw będzie sumieniem świata.

Piotr Zychowicz obala w Obłędzie 44 powtarzaną od zarania wieków, nieprawdziwą tezę jakoby powstanie i przepędzenie Niemców z Warszawy miało wzmocnić pozycję Polaków. Pozwolić im witać jako gospodarza wkraczających Sowietów. Nie ma w tym toku myślenia ówczesnych dowódców logiki, skoro losy Polski i tak były przesądzone. A bolszewicy, owszem weszli do bram miasta i tam na czas powstania się zatrzymali. Patrzyli sobie radośnie jak Hitler robi im prezent w postaci rzezi warszawiaków. Cytując pewnego znanego polityka „dożyna watahy”. Czyli nieujarzmioną i szaleńczo patriotyczną stolicę, która wreszcie przestanie utrudniać bolszewikom marsz na Zachód.

Inna sprawa – którą porusza autor Obłędu 44 – jest taka, że powstanie było inspirowane przez Sowietów, przez ich agentów w szeregach dowództwa Armii Krajowej. Tego też ówczesny komendant AK nie wychwycił i dał się ponieść szaleńczym opowieściom inspiratorów powstania o patriotycznym zrywie.

Ktoś może powiedzieć, że mamy pecha i nasze państwo posiada tak burzliwą historię bo ma najgorszy adres na świecie. Jest położone między Niemcami a Rosją. Oczywiście, ale nie można za każde błędne decyzje obciążać winą innych. Trzeba chłodno kalkulować i brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Ocenić czy bardziej się opłacała śmierć 200 tys. ludzi w tym kwiatu ówczesnej młodzieży, potrzebnej do odbudowy państwa po wojnie czy też lepiej było się poddać.

Tak samo dziś, żyjąc tu i teraz warto samemu brać odpowiedzialność za swoje decyzje i szukać na własną rękę rozwiązania trudnych problemów. Aniżeli czekać aż problem rozwiąże za nas ktoś inny podsuwając rozwiązanie. Jest to oczywiście kusząca propozycja bo w razie niepowodzenia jest na kogo zwalić winę. Np. na stronniczego sędziego, który wydał niekorzystny wyrok w naszej sprawie. A Polacy po powstaniu warszawskim kogo obarczyli winą za niepowodzenie. Ano Brytyjczyków, którzy nie przysłali nam posiłków. Tak łatwiej było się usprawiedliwiać ówczesnym dowódcom AK. To gwarantowało jakiś tam spokój sumienia.

Historia naszego narodu jest na prawdę cenną wiedzą. Warto uczyć się na błędach naszych przodków.

W tym tygodniu odbyło się pierwsze posiedzenie Sejmu VII kadencji. Warto, aby każdy z posłów, zwłaszcza z partii rządzącej, która jak podkreśla chce służyć Narodowi, przeczytał sobie Obłęd 44. Tylko chociażby po to aby lepiej podejmować decyzje mające wpływ na ogół obywateli.

You Might Also Like

Oczarowana Boznańską

Najodpowiedzialniejszy zawód świata

O tym dlaczego inni tak nas drażnią