To jest prawdziwy Meksyk!

Nieograniczona ilość słońca, wszędobylskie palmy i zapach kukurydzianego jedzenia- tak w pigułce mozna opisać południowego sąsiada Stanów Zjednoczonych.  Meksyk poraża paletą swoich barw, zachwyca przyrodą a świetności temu krajowi dodają jego roześmiani od ucha do ucha i beztroscy mieszkańcy. Przynajmniej na takich wyglądają.
church

Meksyk nas wciągnął, zafascynował innością. Różni się od krajów europejskich.  Wezmy chociażby takie koscioły. Ten kraj nie jest tylko  katolicki z definicji. Podczas Mszy sw. morze ludzi wprost wylewa się ze świątyń. Zwłaszcza w niedzielę.

A te kościoły barwne, bajeczne, wręcz czasami przytłaczające. Kto śmie twierdzić, że w Polsce kościoły są budowane z przepychem powinien  pojechać do  Meksyku. W tamtejszych kościołach dopiero można posmakować prawdziwego stylu barokowego, zadumać się nad ilością figurek  i złota.  Wchodzisz do Kocioła  kręci Ci się w głowie. Jest pstro, jest bogato, jest wystawnie.  Bo w  kościele meksykańskim nie ma wolnego miejsca na ścianach ani sufitach. Wszystko jest przykryte aniołkami, malowidłami i rzeźbami przedstawiającymi jedzenie czy Jezuskami.

Co więcej, w Kościołach nie widać żadnych kościelnych bo pieczę nad nimi sprawują lokalni ludzie. Sami sprzątają, zmieniają wodę w dzbanach i przygotowują kościół do Mszy św.  Tak było w Choluli, którą mieliśmy okazję odwiedzić. Tam każdy turysta, który wchodzi z aparatem może narazić się tym lokalnym starżnikom. Oni nie pozwalają nawet sfotografować kawałka ściany. Obawiają się, ze flesze zniszczą sztukę.

shop

Architektura i zabudowania w stolicy to wogóle oddziela historia. Budynki w część historycznej pochodzą z XVIII i XIX w. Są  raczej niskie i i kolorowe.  Jedynie centralny plac Zocalo odcina się od bocznych uliczek. Katedra stojąca w jego centrum jest pokryta brązami i szarościami. Budynek jest jednak i tak imponujący z charakterystycznym stylem.

Obok katedry rozciąga się pałac prezydencki. Jest ogromny.  Hiszpanie przyjeżdżając do swej dawnej prowincji potrafią  zaniemówić z wrażenia. Król hiszpański nie żyje w tak okazałej rezdencji.

Co ciekawe, lewa i prawa strona miasta rozciągająca się wzdłuż Zocalo to dwa odrębne światy. Po jednej stronie kwitnie targowisko. Można tam kupić dosłownie wszystko i tanio.  Idąc  wzdłuż uliczek jest tak tłoczno, że człowiek ociera się tylko o innych i słyszy przekrzykujących się handlarzy, którzy chcą złowić klienta.

shop2

Dla kontrastu po drugiej stronie Zocalo jest jakby bardziej wytwornie. Budynki są wyższe. Część z nich mieści ekskluzywne restauracje, sklepy typu Gucci, Prada czy wszechobecną Zarę. Nieopodal jest Muzeum Sztuk Pięknych, gdzie m.in. można podziwiać pracę Diego Rivery.

Tym ostatnim stolica jest wogóle przesiąknięta. Podobnie jak jego żoną Fridą Cahlo.  Historia stolicy Meksyku nieodzownie łączy się z tą parą. Można zwiedzić  dom, w którym mieszkali. Poczuć klimat w jakim przyszło im tworzyć nieśmiertelne obrazy.

tulum

Meksyk to miasto jakie ogląda się za zaciekawieniem. Jest  tak inne od europejskich stolic. Mamy tu ekskluzywne dzielnice osiedla bogatych mieszańców, odgradzających się od reszty świata wysokim murem i drutem kolczastym. Z drugiej strony gdy wyjdzie się trochę poza centrum ulice nie są już tak zadbane, śmieci walają się po chodnikach a niektóre budynki są obskurne i odrapane.  Na przedmieściach widać wręcz  slamsy. Typowy latynoamerykański klimat gdzie dom a raczej chatka stoi na chatce.

Ale żeby wrażeń nie było nam mało  polecieliśmy i na Karaiby. Meksykański półwysep Youcatan leży już nad morzem karaibskim. Samolot dokładnie zawiózł nas do Cancun, stolicy regionu.

To już jest inny Meksyk. Miasto jest  zbudowane na amerykański styl. Pełno w nim centrów handlowych czy ekskluzywnych restauracji.   A wzdłuż wybrzeża ciągnie się ok. 30 kilometrowy pas hoteli. Hoteli ekskluzywnych. Każdy z nich ma zarezerwowaną dla siebie plaże. W Cancunie tych publicznych jak na lekarstwo.

A ta plażą to cud, miód, malina. Nie sądziłam, że kiedyś dostąpię zaszczytu obejrzenia Karaibów. A jednak marzenia się spełniają. Na plaży czekał na nas biały, cieplutki, ale nie gorący piasek . Szum dużych  do tej pory brzmi mi w uszach. Kolor wody jest nie do opisania. Jest tak czysta, że widać w niej stopy. Na początku przy brzegu jest przezroczysta. Później robi się lazurowa, turkusowa aby wreszcie przejść w głęboki błękit. Im dalej od brzegu tym granat wody jest mocniejszy. A nad całą jej taflą i falami odbija się cudowne promyki słońca. Wyglądają jak mieniące się kryształki.

A słońce na Karaibach jest gorące. Jego promienie są cudownei żółto-białe. Otulają ciało. Jeśli Niebo wygląda tak jak Karaiby to ja tam chcę jak najszybciej. To jest istny raj.

Na koniec nie omieszkam dodać, że zwiedziliśmy też ruiny po indianach. Pozostałości  po ich wioskach, domach i świątyniach są w wilgotnym miasteczku Chichen Itza i pięknym i malowniczym Tulum, położonym nad brzegiem morza.  Te należały do Majów. Nie daleko stolicy Meksyku jest jeszcze jedna miejscowość Teotihuacan. Lud o tej samej nazwie był pierwszy w tych rejonach. Nie wiadomo co się jednak z nim stało. W ich miejsce-opuszczone później-przyszli Azetkowie i zaadaptowali sobie ich miasto. Piramidy lud Teotihuacan pozostawił olbrzymie.

Tak w ekspresowym skrócie za pamiętałam Meksyk.