Był słoneczny lipcowy dzień. Żar lał się z nieba. Pewna okolica, rogatki pewnego miasta powiatowego. Stał na rozstaju dróg. Machał w kierunku przejeżdżających aut. Co chwila wyjmował z kieszeni spodni chusteczkę aby otrzeć pot z czoła. Nie zatrzymywał się nikt. Kierowcy odwracali głowę i mijali starszego mężczyznę. Jedni rzucili mu pod nogi,  przez okno samochodu skórkę od banana. Ktoś inny przejeżdżając obok  wyrzucił resztkę palącego się  ...