Ciężka praca popłaca i dzięki niej osiągasz cele i wygrywasz w każdym obszarze życia. Jedynie w szkole aktorskiej to nie ma znaczenia.

Najbardziej zmotywowaną osobą jaką znam jest moja siostra. Nie muszę szukać inspiracji u mówców motywacyjnych, couchów czy gwiazd Hollywoodu. Tym co robiła przez ostatnie lata nieustannie pokazywała mi, że trzeba walczyć o swoje marzenia, nie podawać się, nie patrzeć na innych tylko robić swoje i iść do przodu. Wierzyła, że ciężka praca popłaca.

I może się zdziwisz drogi Czytelniku, ale moja zmotywowana siostra mimo, że ciężko pracuje celu jeszcze nie osiągnęła.

Otóż już trzeci rok z rzędu przygotowywała się i zdawała do państwowych szkół teatralnych i aktorskich w Polsce. Szanowne komisje nie przyjęły jej. Mimo, że ma talent,  przyciągającą uwagę urodę, dobre warunki fizyczne, dobrą dykcję, głos i świetnie deklamuję prozę  i  poezję. Zresztą jak ktoś pilnie uczy się do egzaminów od trzech lat to jest na prawdę super przygotowany. Czego chcieć więcej?

Ciężka praca popłaca?

Ano, co roku brakuje jej jednego. Szansę studiowania w szkołach teatralnych dostały osoby utalentowane inaczej (pieniężnie). Może i w dykcji, w egzaminach sprawnościowych nie brylowały, ale niezwykle wysokie umiejętności i kompetencje aktorskie zdobyły na kursach  prowadzonych przez odpowiednie osoby. W Warszawie np. w tym roku do szkoły  teatralnej dostały się osoby, które uczestniczyły w kursach u pewnej znanej aktorki posiadającej też przyjaciół na uczelniach aktorskich.  Ta znana aktorka prowadzi zajęcia z kandydatami przez kilka niedziel. Za jedną niedzielę trzeba zapłacić 800 zł.

Inne osoby, które były naprawdę dobre, przygotowywały się miesiącami,  ćwiczyły dykcję, interpretację tekstu, głos, ciało, nie miały w tym roku szans w konkurach z tymi po szkółce niedzielnej.

Na tym tle Warszawa nie jest wyjątkiem. Podczas egzaminów we Wrocławiu ocenę negatywną na egzaminie sprawnościowym dostaje dziewczyna, która od dziecka tańczy w balecie. A obok niej chłopak, lekko otyły, który ledwo potrafi zrobić przewrót w przód, otrzymuje ocenę pozytywną.

Samobójstwo w akcie desperacji

Koneksje wygrywają. Nie mógł tego przeboleć jeden z kandydatów do Łódzkiej Filmówki.  A też wierzył, że ciężka praca popłaca. Po nie nieudanym egzaminie poszedł więc do uczelnianej toalety i powiesił się. Niemy krzyk chłopaka, który przegrał walkę z koneksjami. To było niczym akt samospalenia Jana Palacha w Czechach w proteście przeciwko agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację.

Jeśli pomyślisz Czytelniku, że co to może cię obchodzić, jakieś tam szkoły teatralne, to napiszę Ci, że powinno. Wszak to są szkoły dotowane z państwowych pieniędzy, a więc i z Twoich podatków.

Szkoły kształcą wątpliwej jakości aktorów, którzy dostali się tam dzięki talentowi pieniężnemu.  Nie dziwne więc, że nasze rodzime kino od lat nie może wznieść się na wyżyny swoich możliwości. To już nie są czasy Kieślowskiego czy Andrzeja Cybulskiego. Dziś nasze szkoły teatralne wypuszczają drewnianych aktorów, którzy zasilają później szeregi ekip mało śmiesznych komedyjek.

Być jak Emma Stone

A moja siostra? Dojdzie w końcu do celu. Jak nie będzie aktorką dzięki szkole teatralnej to zostanie nią inaczej. Bo okazuje się, że zdając na uczelnie aktorsko-teatralne gra w grę, w którą nie można wygrać. Choćby wyszła z siebie. Nie ma odpowiednich koneksji. A jeśli nie da się w taką grę wygrać to trzeba zmienić jej reguły.

Na pewno kojarzysz Emme Stone. Znaną chociażby ze świetnej ostatniej kreacji w „La la land”. Gdyby ta dziewczyna żyła w Polsce i chciała dostać się do  naszej szkoły teatralnej nie przyjęliby jej. Emma ma bowiem wadę wymowy i pewnie przy braku koneksji, komisje tłumaczyłby jej, że to ją dyskwalifikuje. Tymczasem w USA jej talent rozkwita, jej gwiazda błyszczy i nikomu nie przeszkadza fakt, że „s” wymawia nie poprawnie. Przeciętny  odbiorca filmu i tak tego nie dostrzega.

You Might Also Like

Negocjuj i uskuteczniaj tanie podróżowanie

Matka w wielkim mieście

Dlaczego tak łatwo przychodzi nam przeklinanie ?