Minimalizm w relacjach nie sprawdza się, gdyż inspiruje do pozbywania się przedmiotów malujących naszą historię rodzinną.

Tak, to ja, która jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze.

Tak, to ja zabłąkana łódeczka wśród raf.

Tak, to ja kropla deszczu we wszechświecie

Parafrazując słowa Anny Marii Jopek z piosenki „Ale jestem”, tak właśnie czasem czuję się gdy dochodzą do mnie wszelkie nowinki, prądy umysłowe, różnorakie mody. Na bycie maksymalistą, hedonistą, ascetą czy minimalistą…Ciężko się w tym wszystkim odnaleźć, sprawdzić czy  to ma głębszy sens. I tak poniosła mnie ostatnio fala na minimalizm. Miałam z nim krótki romans. Ale jako, że jestem też trzciną myślącą wśród trwa, doszłam do wniosku, że ten minimalizm jest nie dla mnie… Podobnie jak  Basia z jednego z moich ulubionych blogów Smart Nest, która napisała, iż  minimalizm jest frustrujący

Minimalizm dobry na przeprowadzki?

Ja swój pogląd weryfikowałam to dzięki nasze ostatniej przeprowadzce do Pragi i częstym podróżom z dzieckiem między Pragą a Warszawą. Może ktoś będzie tym zaskoczony bo wiele osób rzuca się na minimalizm właśnie wtedy gdy przeprowadza się.  Często zostaje przy tej postawie. Coż, u mnie było przekornie, odwrotnie. Namaluję Ci swoją wizję…

Ja też byłam zafascynowana minimalistycznym prądem gdy dowiedziałam się, iż jedziemy do Pragi i będziemy tam mieszkać. Czytałam blogi minimalistyczne, książki. Chłonęłam minimalistyczne posty na Facebooku… Chodziłam z tą myślą i jak Telimena w świątyni dumania, dumałam i ja. Dumałam czego tu się pozbyć w domu. Bo przecież minimaliści nawołują do tego, aby nie gromadzić przedmiotów i  nie przywiązywać się do nich.

No i zaczęłam się pozbywać. A to wyrzuciłam swoje buty ślubne. Ato pozbyłam się bluzki, którą miałam na sobie podczas pierwszej randki z moim jeszcze wtedy nie mężem.Do kosza poleciały jakieś korale, torebki itd. Dobrze, że w ostatniej chwili powstrzymałam się i nie wyrzuciłam pierwszego smoczka mojego synka. O szalona głowa!

W czym odnajdą mnie dzieci i wnuki?

Teraz, z perspektywy czasu żałuję tego.Bardzo żałuję.Część tych przedmiotów była może i faktycznie nie potrzebna, ale z utęsknieniem wspominam buty i bluzkę. Nie zrobiłabym tego ponownie. Jestem sentymentalna i nic tego nie zmieni. Przedmioty kojarzą mi się z pięknymi momentami w moim życiu. Z relacjami. Dlatego tak lubię czasem popatrzeć na pierwszy smoczek mojego synka bo przypominam sobie powrót ze szpitala.

Minimalizm bywa zabójczy dla moich relacji z bliskimi. Minimalizm w relacjach skłania do pozbawia je przedmiotów, które ubarwiają te stosunki. A pamiątki rodzinne maja ogromną moc. To część naszej historii, tożsamości. Do tej pory pamiętam jak wchodziłam na strych w domu moich dziadków i jawił się on dla mnie jako jaskinia skarbów. Czego ja tam nie znalazłam! Pamiętam zeszyty z podstawówki mojej mamy.Jakich palpitacji serca i ekscytacji doznałam przeglądając je. Gdyby moi dziadkowie byli minimalistami, ich wnuki nie mogłyby poznawać historii rodzinnych. Grzebać w zakamarkach duszy moich rodziców poprzez ich dawne przedmioty. A że trzeba później sprzątać takie domy gdy dziadkowie umrą? Po to zostają właśnie wnuki i kolejne pokolenia.

Gdzie moja spontaniczność?

Minimalizm w relacjach to nie jedyny obszar w jakim ta moda się u mnie nie sprawdziła.Otóż mam wrażenie, że od kiedy naczytałam się o założeniach tego prądu myślowego, od kiedy ta filozofia na krótki czas wtłoczyła mi się do głowy, stałam się jakaś…mniej spontaniczna. Minimalizm w relacji ze sobą nie sprawdził się.

Nad każdym zakupem kolejnej rzeczy myślałam tak  długo, że mnie to męczyło. Myślałam, że aż obgryzałam paznokcie, że aż para mi uszami szła. Czy ja tego chcę? Czy mi jest to faktycznie potrzebne? Czy będę z tym przedmiotem, ubraniem szczęśliwa… etc. W efekcie rozważania  nad zakupami generowały tyle procesów myślowych i pochłaniały tak dużo czasu, że mogłabym w tym czasie spokojnie napisać kilka postów na bloga.

Dlatego teraz już nie zamierzam myśleć za długo nad zakupami. Szkoda mi na to czasu. Nie znaczy to, że rzucę się zaraz na bezmyślne kupowanie nowych kiecek, mebli czy ton jedzenia. Raz, że mam na to tyle miejsca w mieszkaniu a dwa mam jednak umiar i zdrowy rozsądek. Umiem zarządzać naszym budżetem i nie nadwyrężałam go nawet wtedy zanim opanował mnie szał na minimalizm.

A jak ktoś jest minimalistą i dobrze mu z tym niech trwa w tym w najlepsze. Ot, mój mąż jest minimalistą z natury. On nie potrzebuje do tego dorabiać żadnych filozofii. On by najchętniej wszystko wyniósł z domu a ja bym zostawiła. Ale dogadujemy się!

Moi rodzice sprzątali ostatnio garaż. Mój tata chciał się wszystkiego pozbyć a mama zachować bo „przyda się”. Podobno spotkali się w połowie drogi…

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN TEKST?

Jeśli spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst to możesz pomóc mi  rozprzestrzeniać opowieść o tym jak tworzyć dobre relacje. Masz kilka opcji. To tylko jedno Twoje kliknięcie a znaczy bardzo wiele.

– polub ten wpis na Facebooku
polub stronę CzasNaZiemi na Facebooku, jest tam sporo wartościowej treści o relacjach
– pooglądaj Instagrama przenieś się w mój świat dobrych relacji – nieskończony zbiór moich chwil szczęścia dnia (nie)codziennego!
zapisz się na newsletter –  tu po prawej stronie, czekają tam na Ciebie dwa prezenty, dzięki którym nauczysz się dogadywać z innymi i negocjować. Pozostaniemy też w kontakcie.

You Might Also Like

Twój Czas Na Ziemi #3 Jak budować więź z dzieckiem?

Dlaczego po Ziemi chodzi tylu Piotrusiów Panów?

Gdy serce pęka Ci z bólu…