Samotność w macierzyństwie to częste uczucie towarzyszące matkom wychowującym dzieci w dużych aglomeracjach.

Wyszłam poza swoją strefę komfortu. Przeprowadziłam się z rodziną do innego miasta, do innego kraju. Wyjechaliśmy z Warszawy do Pragi z półrocznym niemowlęciem. Opuściłam tym samym swój dom, w którym nieustannie mnie ktoś odwiedzał, współdzielił radości macierzyństwa i wspierał w jego trudach gdy ojciec dziecka był w pracy. Teraz smakuję czym jest samotność w macierzyństwie.

Przeprowadzka wypadła akurat  czasie, w którym bardzo przydaje się pomoc rodziny. Przy niemowlaku cenne jest nawet gdy ktoś zajmie się nim 15 minut a matka ma wtedy czas aby np. zjeść spokojnie obiad. Zdecydowaliśmy się jednak zrezygnować z wygód bo mąż akurat teraz dostał propozycję zawodową. Później już mogłaby się nie powtórzyć…

No i stało się. Z pełnego ludzi warszawskiego mieszkania nagle wylądowałam sama z dzieckiem w praskim mieszkaniu na 10 godzin sama. I teraz smakuję  jakie są różnice między wychowywaniem malucha tylko we dwoje a w większym stadzie.

Samotność w macierzyństwie wielkomiejskim

Matka w wielkim mieście jest osamotniona. Nawet pomimo tego, że  dziecko było upragnione i przepełnia ją ogrom miłości do niego. Rzadko która mama ma do dyspozycji kogoś, kto byłby z nią na co dzień lub nawet kilka razy w tygodniu i choć trochę ją wsparł. Odciążył albo tylko porozmawiał z nią. Ja miałam takie wsparcie w rodzinie. Dzięki niemu w bardzo niewielkim stopniu odczułam początkowe trudy macierzyństwa.

Teraz kiedy znalazłam się w nowym miejscu, w innym mieście widzę, że  i każdy posiłek w ciągu dnia trzeba spożywać w pośpiechu. Zajmuję się sobą podczas drzemki dziecka lub zerkania czy nie zrobił sobie krzywdy nieustannie podpełzając do kontaktu. Nawet kąpiel odbywa się zazwyczaj w towarzystwie berbecia. Myjesz głowę, piana spływa ci po ciele a ty spoglądasz jednym okiem, w którym rogu łazienki pełza twoje maleństwo. Rano po ciężkiej nocy, gdy  jedyne o czym marzysz to chociaż pospać ze dwie godzinki też nie możesz liczyć, że ktoś wpadnie i zajmie się dzieckiem. Jedyne co ci pozostaje to nalać sobie kawy do oczu i obudzić się na siłę.

Na wsi czy w mniejszym mieście maluchy przebywają w domach wielopokoleniowych. Z babciami i dziadkami. Nawet jeśli młodzi nie zdecydują bądź z różnych względów nie mogą mieszkać z rodzicami to budują dom lub kupują mieszkanie gdzieś blisko nich. W efekcie gdy urodzi się małe dziecko młoda mama nigdy nie jest sama. Ktoś zawsze wpadnie. A to babcia przyniesie obiad, a to siostra podskoczy odwiedzić siostrzeńca lub koleżanka z własnym szkrabem przyjdzie na pogaduchy. Ktoś podjedzie, ponosi dziecko, zagada je, wyjdzie z nim na spacer a ty matko masz czas wykąpać się, umalować czy spokojnie wykonać jakiś telefon. A co najważniejsze, nie odczuwasz tak samotności w macierzyństwie w czasie gdy ojciec dziecka jest w pracy.

W kupie raźniej

Inaczej też chowa się pociechy w mniejszych miejscowościach. Nie muszą czekać w przedszkolu czy  na szkolnej świetlicy do 17 aż w końcu rodzic skończy pracę i je odbierze. Ja dorastałam właśnie w takiej małej miejscowości. Miałam blisko do szkoły i chodziłam do niej pieszo. Gdy po 14 00 wracałam do domu czekał na mnie już obiad, który przygotowała babcia. Ja do 17 zdążyłam już zjeść obiad i iść z koleżankami na rowery.  I wspominam też czas jako bardzo szczęśliwy i beztroski.

Wiem też, że  nie zawsze chce się korzystać z pomocy babć i dziadków. Bo gdy twoja mama cię poucza jak masz wychowywać swoje dziecko, jak je karmić czy usypiać to masz gdzieś taką pomoc. Wolisz się zając swoim maleństwem wyłącznie sama. Ja mam to szczęście, że w mojej rodzinie panuje tolerancja co do metod wychowawczych. Może dlatego tak cenię sobie życie blisko niej i dbanie o dobre relacje z najbliższymi. Wiem, że dla dziecka częsty kontakt z dziadkami, ciociami wujkami i kuzynostwem jest też bardzo ważny. Dla mnie rodzina to siła.

Współczesny świat wmówił nam też, że każdy musi mieć swoje M, wybudować dom i być koniecznie na swoim. A domy wielopokoleniowe to synonim zacofania. Dzięki takiemu podejściu napędza się konsumpcję. Ludzie muszą kupować więcej mieszkań,  brać na nie kredyty na 50 lat i pracować na  ich spłatę. Na rodzinie decydującej się pozostać w domu wielopokoleniowym nikt nie zarobi. Zdaję też sobie sprawę, że nie zawsze rodzice i dzieci mogą mieszkać pod jednym dachem. Czasem miejsca jest rzeczywiście za mało a czasem trafią się takie osobowości, że przez egzystowanie pod jednym dachem  pozabijałaby się i w ich przypadku lepsze jest spotkanie raz na jakiś czas.

Podróże z dzieckiem są inne

Wyjazd i zamieszkanie w innym mieście to super przygoda. Można pozwiedzać, podpatrzeć innych, nawiązać nowe znajomości, nauczyć się języka obcego. Cieszę się jednak, że to tylko stan przejściowy bo ja docelowo wolę żyć w kupie i być blisko swoich.  Zupełnie nie odpowiada mi amerykański styl, w którym dzieci wyjeżdżają na drugi koniec USA by tam rozpoczynać dorosłe życie. Musiałam wyjechać daleko aby docenić to jak wiele  mam w swoim kraju.

A Wy co sobie cenicie bardziej? Wyjazd i przygodę  w dużym mieście czy może trzymanie się blisko rodziny?

You Might Also Like

Jak odnieść w życiu sukces?

Oczarowana Boznańską

Wygoda w życiu to nie jest szczęście.