Dziecko pozbawione czułości umrze

Rodzic nie szczędzący maluchowi czułości, bliskości i wsparcia buduje fundament pod jego szczęśliwą dorosłość.

Mam znajomą, która chowa dziecko „na zimno”. Nie nosi swego niemowlęcia za często na rękach, rzadko przytula. Wyznaje zasadę, że dziecko ma się zająć same sobą bo ona nie ma dla niego za wiele czasu. Faktem jest, że znajoma jest samotną, zapracowaną matką i to raczej dziadkowie przez większość czasu zajmują się wnuczką, ale oni też mają podobny styl opieki. Półroczna dziewczynka raczej nie wie co to czułość. Jak nie śpi to leży lub siedzi sobie spokojnie na dywanie i nie wymaga aby ktokolwiek zainteresował się jej osobą. Jest tak spokojnym dzieckiem, że kiedy byłam w odwiedzinach u znajomej i wzięłam jej córeczkę na ręce, dziewczynka była bardzo zdziwiona.

Na pewno widziałaś nie raz obrazki z domu dziecka w telewizji. Maluchy siedzą lub stoją w łóżeczkach i płaczą domagając się aby choć na chwilę ktoś zwrócił na nie uwagę i przytulił. Po pewnym czasie uciszają się ,zaczynają się tempo gapić w sufit bo uświadamiają sobie, że i tak nikt do nich nie przyjdzie. Co najwyżej nakarmi i zmieni pieluchę.

Brak czułości upośledza

Możesz sobie wyobrazić co dzieje się później dzieckiem, które nie wie co to czułość. Wszelkie znaki na ziemi i na niebie dowodzą, że dziecko nie przeżyje bez bliskości. Albo i przetrwa, tylko będzie emocjonalnie upośledzone.

W XIII w. sprawdził to król Sycylii-Fryderyk II. Wierzył on, że każdy człowiek ma wrodzony język i chciał to sprawdzić na żywym organiźmie.   Zapisał się w historii jednym z najbardziej bezdusznych eksperymentów z udziałem ludzi. Był wszak królem i mógł wszystko. Żył w czasach gdy na osobę posądzoną o zniewagę władcy wyrok zapadał w dziesięciominutowym procesie a na festynach dla gawiedzi zwierzęta wrzucano żywcem do ognia.

Król postanowił pewnego dnia, że wykona eksperyment na niemowlętach. Wydał rozporządzenie, mocą którego straże królewskie odebrały matkom grupę dzieci. Maluchy trafiły do matek zastępczym, ale król nakazał im aby wogóle się do nich nie odzywały.

Wszystko po to aby król przekonał się czy dzieci pozbawione kontaktu z ludzkim językiem zaczną ujawniać swój wrodzony prajęzyk. Finał eksperymentu był taki, że wszystkie niemowlęta umarły. Nie mogły żyć bez  czułości,pieszczot, radosnych twarzy i ckliwych słów matek.

Śmierć niemowląt

W 1952 r. doktor Rene A.Spitz, na podstawie obserwacji dzieci w sierocińcach ukuł teorię usychania u dzieci części układu nerwowego. Maluchy pomimo tego, że ich podstawowe potrzeby życiowe są zaspokojone, czyli nie są głodne i mają czysto,umierają. Naukowiec dowiódł, że jeśli między szóstym a osiemnastym miesiącem życia dziecko jet pozbawione matki i nie ma dla niej zastępstwa, zaczyna kretynieć. Co więcej, w trzecim miesiącu rozłąki maluch poddaje się. Jego kontakt z otoczeniem ogranicza się do minimum, rozwój hamuje się. Dziecko zapada w letarg, spada jego waga, przestaje rosnąć.

  Dlatego, jak pisze Miłosz Brzeziński w książce „Głaskologia” człowiek już od pierwszych dni życia, oprócz powietrza potrzebuje „głasków”. Czyli sygnałów od otoczenia, interakcji, że jest kochane i akceptowane.To są głaski czułości, bezpieczeństwa, miłości i wsparcia.

O takie:

-Hej Mamo. Dostałem dziś piątkę w szkole

-Świetnie synu! Wszystko jest w zasięgu twoich możliwości.

Małe dziecko potrzebuje czułości rodzica. Powiem Ci więcej. Marnotrawstwem jest nie głaskać go po główce, nie przytulać, nie kraść buziaków kiedy tylko jest ku temu okazja.

A czy Ty głaszczesz swoje dziecko? Czy byłeś głaskany w dzieciństwie? bo to jest podwalina Twego człowieczeństwa…

  • Paulina Lara

    Straszne 🙁 Żyjemy w XXI wieku, a niektórzy wychowują swoje dzieci, jakby uważali, że te nie są ludźmi. Co ciekawe tacy rodzice zapytani, co jest dla nich w życiu najważniejsze, zazwyczaj bez zastanowienia rzucają na prawo i lewo ” miłość”, „rodzina”. Bliskość, bezpieczeństwo, miłość to najważniejsze rzeczy jakie możemy (musimy!) dać maleństwu. Nie tony zabawek, malutkie słodziutkie modne ubranka, czy super wypasiony wózek.
    Cieszy mnie bardzo, że dookoła mnie są ludzie, którzy praktykują rodzicielstwo bliskości, noszą swoje maleństwa, przytulają. Myślę, że to daje nadzieje, że kolejne pokolenia będą bardziej kochać siebie i innych.

    • Mnie takie zachowania aż tak wcześniej nie dotykały. Odkąd sama mam jednak dziecko moje serce jest bardzo czułe na takie sytuacje i kraje się na widok dziecka, które domaga się jakiejkolwiek bliskości. Co muszą czuć te maleństwa w domach dziecka, które pozostawione same sobie w łóżeczkach proszą o odrobinę ciepła, ponoszenia ich…

      • W czasie studiów bywałam w domu małego dziecka i to ile jest tam maluszków bardzo przygnębia. Wychodziłam totalnie rozbita na dłuższy czas. Na szczęście jest tam wiele kochanych cioć, które zajmują się maluchami. Tylko co z tego, kiedy ciocia, to nie mama i tata…

        • Podziwiam Cię, że byłaś w stanie poświęcić czas i bywać w domu dziecka. Bolesne jest to, że rodzą się dzieci, których rodzice nie chcą bądź nie mogą wychowywać.

  • Smutne i prawdziwe.

  • Głaski są ważne i czuć to w dorosłym życiu, a co dopiero w delikatnym, wrażliwym dzieciństwie.. Zresztą to, że później jest problem z bliskością, widać u tak wielu z nas. No szkoda, ale z drugiej strony dobrze, że się o tym mówi, i teraz „zimny chów” jest już mniej popularny.

  • agnesssja

    Dobrze napisane, pozdrawiam