Jak dziecko zmienia świat rodziców?

Bycie mamą uczyniło ze mnie wielozadaniową i lepiej zorganizowaną osobę.

Przychodzą takie momenty w życiu, że wywraca się ono do góry nogami Dla mnie takim dniem był  27 sierpnia 2016 r. Wtedy w moim życiu pojawiło się dziecko. Sam poród był wielkim przeżyciem, ale traktuję go z perspektywy czasu jako preludium do tego co było później.

Skłamałbym gdybym napisała, że moje życie po urodzeniu syna odwróciło się o 180 stopni, ale na pewno zmieniło się bardzo. Już nie jestem panią swojego czasu, ale mam przy sobie małego, nieporadnego jeszcze człowieczka, za którego życie wraz z jego ojcem odpowiadamy.

Banałem też będzie gdy napiszę, że czas pędzi jak szalony. Moje dziecko kończy jednak pół roku a ja cały czas mam wrażenie, że „wczoraj” przywieźliśmy ze szpitala 2,7 kg nowego obywatela. Przez te pół roku zdążyliśmy się już nieco poznać wzajemnie, razem popłakać i przede wszystkim uczyć się od siebie nawzajem.

Nowe myślenie

Mówili przed porodem „Zobaczysz, teraz to Ci się zacznie”. No i zaczęło się, ale nie tak źle jak straszyli. Na początku to się zaczęła transformacja w głowie. Kiedy bowiem dziecko przychodzi na świat zmienia jego nosicielkę. Ja mam wrażenie, że dopiero po narodzinach mojego synka z dziewczyny przeistoczyłam się w kobietę. Zaczęłam myśleć jakoś tak dojrzalej. No i nie da się ukryć, że w tych myślach obecny jest cały czas mój synek. Myślę o nim, gdy wyskoczę na miasto na zakupy czy tak po prostu załatwić jakąś sprawę. Chociaż wiem, że zostawiam go pod bardzo dobrą opieką. Taty, babci czy cioci. I czym prędzej chce mi się teraz wracać do domu

Pamiętam jak klika tygodni po porodzie powiedziałam do mojego męża

-Wiesz ja nie mogę kiedy on tak płacze, zwłaszcza gdy nie wiem jaka jest przyczyna. Serce mi pęka.

-No, przyzwyczajaj się. Teraz będziesz miała już tak całe życie. Jak pójdzie na imprezę  będziesz w środku nocy wyglądała przez okno aby sprawdzić czy czasem nie wraca- sprowadził mnie na ziemię mój mąż.

Nie da się ukryć, że matka odczuwa gdy dziecku dzieje się krzywda. Często drży gdy ono płacze. To dla mnie całkiem nowe uczucie. Nie dziwię się już teraz mojej mamie, która jak słyszy sygnał karetki na zewnątrz dzwoni do mnie i do siostry /z pytaniem czy wszystko w porządku.

Zmiana snu 

Dziecko bądź co bądź zmusza do rezygnacji i matkę i ojca z pewnej dozy samolubstwa. Już nie liczymy się tylko my, nasze plany na spędzenie wieczoru. Ba,  trzeba rezygnować nawet często ze snu bo dziecko woła nas w nocy. Bywały noce nieprzespane. Zwłaszcza w pierwszych tygodniach życia synka. O dziwo mimo tego, że nie mogłam spać ciągiem 7 godzin w nocy, jak to wcześniej robiłam, nie byłam mocno zmęczona. Porównywałam tę sytuację do nieprzespanych nocy poświęconych na naukę. Tyle że w wtedy na drugi dzień byłam jak zommbie. A teraz okazało się, że sen matki dostosowuje się w jakiś sposób do snu dziecka. W ostatnich tygodniach ciąży, gdy musiałam w nocy często wstawać do toalety, mój organizm przygotowywał się na pobudki po porodzie.

Z tym, że muszę zaznaczyć, że moje dziecię od początku jakoś tak samo nauczyło się zasypiać o 20  i trwać w tym do 2 w nocy. Miało swoją rutynę. Teraz zaś uczymy się po woli przesypiać całe noce.

Zmiana nawyków

Dziecko nauczyło mnie samodyscypliny i dobrej organizacji czasu. Najbardziej w trakcie ciąży bałam się chyba, że po porodzie nie będę miała ani chwilki dla siebie. Ani na zrobienie makijażu a już najbardziej na czytanie książek. A tu proszę. Poprzedni rok zakończyłam z 52 przeczytanymi książkami na koncie. Jak nigdy dotąd. I okazało się, że mogę dużo czytać przy dziecku. W pierwszych tygodniach jego życia  karmienia trwały nawet i 45 min. A ja moglam wtedy przewracać kolejne stronice książek. Najlepiej wychodziło mi to jednak z książkami wersji elektronicznej. Dotykałam po porostu mojego kochanego Kindle.

Później gdy karmienia już się skróciły dużo czytałam podczas spacerów z dzieckiem a także wieczorami kiedy moje dziecię chętnie oddawało się w objęcia Morfeusza. I przyznam, że taki multitasking bardzo mi się podoba.

Inny mój patent na wielozadaniowość to  czytanie mojemu synkowi. Zawsze miałam niedociągnięcia w dykcji. Marzę bowiem o tym by wyraźnie i pięknie mówić. I najlepiej ćwiczy się to czytając na głos. Tyle, że mi wcześniej brakowało na to czasu i okazji. A teraz gdy czytam dziecku wierszyki Brzechwy czy Tuwima traktuję to zajęcie jednocześnie jako trening dykcji. Otwieram szeroko usta i artykułuję. Do tego stopnia, że te wygibasy słowne i wargowe są w stanie nawet rozbawić dziecko.

Zmiana czasu pracy

Dziecko nauczyło mnie też jednej najważniejszej rzeczy. Lepszej organizacji czasu. Teraz gdy wiem, że będzie spał np. godzinę, albo przez dwie godziny zajmuje się nim moja mama ja wyciskam ten czas maksymalnie. Najczęściej na pracę. Na pisanie artykułów czy postów na bloga. I wiem, że nie ma zmiłuj. Jak nie zrobię tego teraz to później  już wogóle nie przysiądę. Ta myśl podczas pracy tak skutecznie zakorzenia mi się w głowie, że jak ręką odjął skończyły się moje problemy z koncentracją. Nagle przestałam w czasie pracy podglądać fejsa czy witryny sklepów internetowych. Moja rada dla każdego kto chce się lepiej zorganizować „Trzeba sprawić sobie dziecko!”.

Zmiana w aktywności fizycznej

Uroki bycia mamą odkrywam też podczas spacerów z moim dzieckiem. Ja, miłośniczka chodzenia, spacerowania, zwiedzania miast na nogach wreszcie teraz mogę się wyżyć. I zabieram moje dziecię na minimum godzinne spacery codziennie. Myślę, kontempluję, słucham podcastów a dzieciak mi śpi w najlepsze.

A tak na koniec dodam, że dziecko uczy miłości i cierpliwości. Bo bez tego nie da się powtarzać codziennie pewnych, nie ukrywajmy tego, nudnych rytuałów jak np. zmiana pieluszki. Dziecko otwiera też serca rodziców na nową, bezwarunkową miłość. Jest dopełnieniem miłości ich samych. Uczy też wrażliwości na innych a zwłaszcza na cudze cierpienie.

  • Dlatego niestety wiele osób nie decyduje się na dzieci 🙁

  • Dużo prawdy w tym co napisałaś, ale prawdziwy level hard zaczyna się przy dwójce 😉 Pojęcie nie bycia panią własnego czasu itd. nabiera nowego wydźwięku 😉

    • To prawda dwojka dzieci to prawdziwe organizacyjne i emocjonalne wyzwanie 🙂

  • Dorota Mazurkiewicz

    Moja koleżanka ćwiczy w pojedynkę nowe życie z bliźniakami, gdyż jej partner po porodzie uzmysłowił sobie, że jeszcze nie dorósł do pewnych rzeczy. Taka myśl mi przeszła do głowy po przeczytaniu Twojego wpisu.

  • Jest tak wiele rzeczy, które przerażają mnie w posiadaniu dziecka.. Poród, nieprzespane noce, nieustanne skupianie uwagi na kimś nowym, całkowicie zależnym od nas.. Przestaje się być zajętym sobą, a staje się drugim człowiekiem. Nie wiem, czy jestem już na to gotowa, z drugiej strony, czy można powiedzieć, że na urodzenie dziecka jest się kiedykolwiek gotowym? I to jest chyba w tym najpiękniejsze 🙂 Pozdrawiam!

    • Nie ma co tu nikogo namawiać ani zniechęcać do posiadania dzieci. Ja mogę tylko powiedzieć, że na pewno bardziej gotowa na dziecko byłam przed trzydziestką niż np nawet tuz po studiach. Jakoś tak psychicznie bardziej dojrzała. Macierzyństwo czasem bywa trudne, ale zaręczam, że jeden uśmiech dziecka z ledwo wystającym ząbkiem rano rekompensuje mi słabo przespaną noc. Dziecko to jest jakby Twoje serce na zewnątrz.Przynajmniej ja tak czuję:-)