5 sposobów na to aby małe dzieci nas szybko posłuchały

Mieć posłuch u dziecka – o tym marzy każdy rodzic. Śnisz o tym, aby na Twoją prośbę, dziecko posprzątało swój pokój, nie marudziło gdy chcesz aby zjadło obiad czy też szło przy Tobie podczas spaceru, zamiast wybiegać na ulicę. Zobacz jakie sposoby ma na to Matka Wariatka.

Mam dopiero czternastomiesięcznego synka, ale on już zaczyna testować rodziców i odpowiadać na nasze prośby „nie”. Wypracowuję więc swoje sposoby na zdobycie posłuchu u niego, ale zanim o nim napiszę, przedstawię patenty Wioli Wołoszyn, autorki  poczytnego bloga matkawariatka.pl. Wiola ma już synka w wieku przedszkolnym oraz drugiego – młodszego chłopczyka, w podobnym wieku do mojego. Jest więc bardziej doświadczoną mamą i wielką inspiracją dla mnie, gdyż jej dzieci wyglądają na dobrze zorganizowane.

Posłuch u dziecka-patenty  Wioli z MatkaWariatka.pl

„Mamy kilka patentów na to, żeby nas słuchały. Rzecz jasna żadne prośby czy groźby na nie nie działają. A skutek jest wręcz odwrotny” – mówi Wiola Wołoszyn i podaje przykłady taktyk, dzięki którym zdobywa posłuch u swoich dzieci:

1.Działa na nich posługiwanie się żartem – „ojej, obróciłeś się plecami do swojej kolacji? Plecy będą jadły kolacje? To będzie ciekawy widok. Będziesz miał duże i zdrowie plecy”.

2.Bardzo skuteczne jest też animowanie przedmiotów „jestem autkiem składającym się z klocków i nie lubię jak ktoś mną rzuca, wtedy gubię swoje części, a bardzo je lubię”.

3.Sprawdza się także dawanie wyboru: „wolisz zjeść to, czy tamto”?

4.Opisywanie swoich uczuć: „nie podoba mi się jedzenie porozrzucane po podłodze” – nie ocenia się dziecka tylko jego zachowanie.

5. Informowanie: „jedzenie służy do jedzenia” itp.

Tyle Wiola. Ja także testuję różne sposoby na to aby zdobyć posłuch u dziecka. Prośby i groźny – podobnie jak u Wioli – nic u mnie nie dają. Zresztą nie chcę takim sposobem wychowywać dziecka. Posiłkuję się za to radami jakie dawała Magda Gerber i jej filozofia rodzicielstwa szacunku.

Dziecko, które zaczyna chodzić nieustannie testuje rodziców i sprawdza do jakich granic może się posunąć. Może wysypać np. pudełko z zabawkami na podłogę i czekać co się stanie. Może wybiec na ulicę i czekać na twoją reakcję. Albo może – tak jak moje programować kuchenkę, stwarzając tym samym zagrożenie zapalenia się garnka pozostawionego na kuchence.

Posłuch u dziecka – patenty Kasi z CzasNaZiemi.pl

  1. Unikam  słów „Nie wolno”. To niczego nie uczy a wręcz zabija kreatywnośćU mojego syna takie słowa, wypowiedziane w dodatku podniesionym głosem, powodują strach w oczach i płacz. Zamiast tego mówię, „Nie lubię jak kręcisz programatorem od kuchenki. Włączysz ją, garnek zacznie się palić i będziemy mieli pożar.
  2. Czasem muszę zareagować szybko. Jeśli  jednak dziecko chce wybiec na ulicę, muszę być szybsza,  zamiast mu tłumaczyć aby tego nie robiło. Jak go już złapię mówię: „Nigdy nie wybiegają na ulicę, to bardzo niebezpieczne”
  3. Dziękuję dziecku za pomoc. Kiedy chcę aby syn choć odrobinę wsparł mnie w porządkowaniu jego zabawek mówię: „Dziękuję, że pomagasz mi podnieść zabawkę.” albo „Doceniam to, że jesteś cicho i pozwalasz mi porozmawiać przez telefon”
  4. Czasem ignoruję słowo „nie”. Gdy proszę aby synek oddał mi jakiś przedmiot, którego nie powinien dotykać, ignoruję jego odpowiedź „nie” i mówię: „muszę Ci to zabrać bo to niebezpieczny przedmiot dla Ciebie”. Dla dziecka, które zaczyna chodzić i mówić słowo „nie” jest pewnym odkryciem i nadużywa go.
  5. Pokazuję konsekwencje zachowania albo daję wybór. Kiedy syn odmawia współpracy ze mną, pokazuję mu konsekwencje jego zachowania lub daję wybór. Np. gdy idziemy na dwór a on nie chce się ubrać, mówię, że „wobec tego zostaje w domu”. To czasem wywołuje zdziwienie na jego twarzy. A gdy nadal odmawia mówię: „Ubierasz się sam czy mam Ci tym pomóc. Dzieci wybierają często opcję zrobienia czegoś samodzielnie. Gdy już i to nie pomaga biorę go na kolana i po prostu informuję, że będę wkładała mu buty.

Czasami nie da się inaczej. Dla nas dorosłych czas na wszystko jest ograniczony, mamy limity. A dzieci czują, że mają go nieograniczoną ilość.

Te taktyki pomagają mi. Przyznaję, że nie zawsze bo moje dziecko jeszcze nie wszystko do końca rozumie. Ale widzę różnicę, gdy powiem, że „nie wolno dotkać pralki niż nie lubię jak dotykasz pralki.

POCZEKAJ! SPODOBAŁ CI SIĘ TEN TEKST?

Jeśli spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst to możesz pomóc mi rozprzestrzeniać opowieść o tym jak tworzyć dobre relacje. Masz kilka opcji. To tylko jedno Twoje kliknięcie a znaczy bardzo wiele.

– polub ten wpis na Facebooku
polub CzasNaZiemi na Facebooku, jest tam sporo wartościowej treści o relacjach
– pooglądaj Instagrama przenieś się w mój świat dobrych relacji – nieskończony zbiór moich chwil szczęścia dnia (nie)codziennego!
zapisz się na newsletter –  tu po prawej stronie, czekają tam na Ciebie dwa prezenty, dzięki którym nauczysz się dogadywać z innymi i negocjować. Pozostaniemy też w kontakcie.

  • Super rady, nie mam dzieci, ale duzo czasu spedzam z bratankami i wyprobuje na nich te sposoby 🙂 Wiem, ze czasami kazdemu puszczaja nerwy, ale czasami przykro wrecz patrzec jak ludzie sie wydzieraja na dzieci…

    • Oj bardzo przykro patrzeć na takie dziecko. To już rośnie mały, zestresowany człowiek. A Ty przy bratankach będziesz miała już dużą praktykę:-) Przed narodzinami mojego syna nie było w moje najbliższej rodzinie od dawna małych dzieci i na prawdę przez pierwsze tygodnie czułam się jak bym była w matni.

      • Ja tez nie mam doswiadczenia, ale im wiecej patrze na rodzicow tym bardziej odwlekam decyzje o macierzynstwie. Nie wiem, jak ludzie wyrabiaja sie ze wszystkim!

        • Nie ma co ukrywać, czasu dla siebie jest mniej. Nie mniej jednak jeśli już go się ma, to człowiek pięć razy się zastanawia na co go spożytkować. No i wówczas zyskuje się taką magiczną umiejętność dobrej organizacji czasu;-)

  • Ja mam córkę 3,5 roku i syna 7 miesięcy… Przy córce staram się chociaż w minimalnym stopniu stosować podobne zagrywki ale czasem po prostu się nie da…. Młoda ma charakterek i aż się boję co będzie dalej..

    • Czasami jest bardzo trudno, wiem. Rodzic też człowiek i ma limit wytrzymałości, bywa zmęczony. Ja też czasami opadam z sił, tłumacząc coś mojemu ruchliwemu i wszędobylskiemu synowi. Myślę jednak, że dobrze jest dla dziecka jak opisany rodzaj porozumiewania przeważa nad zakazami i nakazami.

  • Każde dziecko jest inne i każdy rodzic musi znaleźć na nie swój sposób, ale Twoja ściąga może wielu pomóc:)

  • Joanna Podolska

    Jedyna nowość dla mnie to posługiwanie się żartem. Reszta chyba wychodzi instynktownie

    • Ech…, to ja zazdroszczę takiego instynktu. Musisz być super mamą;-) Bo ja nieustannie muszę się edukować, dokształcać, czytać w tym temacie i chodzić na spotkania z psychologami. Faktem jest,że bardzo to lubię;-)

      • Joanna Podolska

        Hahaha czy super to bym nie powiedziała, bo mój syn zdaje się mnie w ogóle nie słyszeć 😂 swoją drogą zastanawiam się, skąd bierzesz czas na te wszystkie kursy i spotkania? Ja potrzebuję sztabu ludzi, żeby raz na pół roku odwiedzić fryzjera lub dentystę 😮

        • Może wkrótce zacznie słyszeć;-) Nie jest łatwo. Mieszkamy z mężem od jakiegoś czasu w Pradze i nie mamy tu nikogo innego (poza nami) kto by się zajął dzieckiem, a mąż dużo pracuje. Ale wiesz, jak ktoś bardzo się czymś interesuje to znajdzie sposób na to aby się tym zająć. Chodzę np. w weekendy na takie warsztaty. Polskie stowarzyszenie w Pradze zaprasza np. bardzo ciekawych psychologów. Poza tym duuużo czytam o rozwoju i psychologii dziecka. Bardzo mnie to interesuje…