Widzę ich dość często. Zdarza mi się ich spotkać gdy przyjeżdżam do mojego rodzinnego miasta. Są czasem w sklepie, czasem przemierzają park a czasem idą jednym z miejskich chodników. Zawsze razem. Za ręce. Ściskają się za nie tak mocno, że pewnie czują nawzajem każdy paliczek swoich dłoni. 1 listopada widziałam ich w kościele. Pogrążeni we własnych myślach, stanęli gdzieś z boku. W kącie. Niedaleko nich zaczął krążyć mój synek. Jak to on,  ...